01-05.06.2016 - Tłok, ulewy, tandeta i krowy na śmietnisku

Oto moje typowe śniadanie w hotelu ... zazwyczaj zaczynam od płatków z owocami i mlekiem :)

Potem omlet, szynka WIEPRZOWA i tosty :)

W ostatni weekend nie kupiłem roweru (większość rowerów jest dla mnie za mała bo jestem znacznie większy niż przeciętny tubylec) ... za to dzięki instrukcjom Pradeepa po raz pierwszy wybrałem się do pracy autobusem.

W godzinach szczytu ledwo da się do niego wejść :)

Tym razem jechałem przy otwartych drzwiach wpół wystając za autobus ...

... ale bez obaw, są takie duże korki że nie jest to niebezpieczne ... wręcz jest to lepsze bo można w każdej chwili wyjść (albo raczej wyskoczyć) z autobusu :)
Czasami można się też przepchać na środek autobusu (ale nie polecam)

Po wejściu do zapchanego autobusu ...

... przepycha się do was pan sprzedawca biletów ... nie wiem jak on jest w stanie to zrobić :). Bilet do pracy kosztował mnie 12 rupi = 70 gr ... znacznie taniej niż taksówka ... no ale ja przecież nie zwykłem byłem nigdy płacić za dojazdy do pracy! :)

W Indiach wiele rzeczy jest tandetnych. Nawet w moim hotelu odpadł uchwyt do papieru toaletowego :P

Na szczęście wszechstronny scyzoryk i umiejętności nabyty przy wykańczaniu mieszkanie pozwoliły mi to naprawić.
Wniosek - wszelkie nabyte umiejętności przydają się w nieoczekiwanych sytuacjach i często okazują się cenne!! Dlatego warto nieustannie mierzyć się z nowymi problemami i wyzwaniami :).

I tak żebyście nie mieli złudzeń ... Indie to jeden wielki syf i śmietnik :) ... mam nadzieję że ten naród zacznie bardziej dbać o czystość bo marnie skończą na moje oko.

Wszędzie pałętają się bezpańskie psy i jedzą z tych wszystkich śmieci

Krowy wypasają się na górze śmieci

Zwróćcie uwagę na napis na murze :)

(BTW. Dobrze że papież Franciszek napisał encyklikę o ekologii ... nie czytałem, ale będąc w Indiach widzę że potrzeba poruszać ten temat aby uwrażliwiać ludzi na całym świecie)

Oprócz śmietniska w Bangalore prawie cały czas pada o tej porze roku. A jak pada to totalnie nie da się złapać taksówki.

Infrastruktura nie wyrabia z odprowadzaniem wody a na ulicy po chwili robi się rzeka. Ostatnio myślałem że będę wieki czekał na jakiś środek transportu. Jeden pas stał się nieprzejezdny z uwagi na ogromną ilość wody.

 

Na szczęście z nienacka pojawił się ratunek :). Stara, przeogromna amfibia zwana autobusem :).

Następnie przedarła się ona pustym (ale zalanym wodą) pasem jednocześnie wyprzedzając wszystkie samochody w korku :)

A za przejazd amfibią oczywiśćie 12 rupi :)

Na koniec podzielę się z wami refleksją na temat cen różnych produktów. W Indiach wiele rzeczy kosztuje taniej, ale wiele jest też znacznie droższych. Wszelkie wyroby mleczne są raczej drogie. Np. taki zwyczajny ser gouda który w PL kosztuje około 4zł tutaj kosztował mnie 367 rup = 22zł !!

 

To kto chce wpaść mnie odwiedzić?? :) :)

 

komentarze Komentarze:

Nick:
komentarz