Grossglockner (3798 m n.p.m.) przez Stüdlgrat zdobyty!

Termin: 4-9 sierpnia 2014

Cel: Grossglockner - najwyższego szczytu Austrii o wysokości 3798 m n.p.m.

  • droga klasyczna

  • a także droga Stüdlgrat z trudnościami wspinaczkowymi III-IV (całe wejście wycenione na AD).

Koszta: 900zł (nie licząc jedzenia, które w większości miałem z Polski, ale za to wliczając w to też koszt ubezpieczenia Alpenverein 300zł)

Ekipa: Kasia, Piotr, Damian, ja :)

 

Dzień 1

W poniedziałek 4 sierpnia wczesnym rankiem około 7 rano wyruszyliśmy moim niezniszczalnym golfem :) do schroniska  Lucknerhaus. Jeszcze w Polscce po drodze zakupiliśmy dwie winiety (na Austrię i Czechy  wydając razem 130 zł i chyba przepłacając nieznacznie). Jedna z najszybszych dróg podobno prowadzi przez tunel za który dodatkowo trzeba zapłacić 10 euro ale w drodze na miejsce GPS poprowadził nas inna drogą. Po około 14-15 h byliśmy u celu. Za podjazd pod samo schronisko też powinno się płacić 10 euro, ale późnym wieczorem nikogo nie było już przy bramce wjazdowej więc zaoszczędziliśmy kolejne 10 euro.

Lucknerhaus,  1920 m. n. p. m, cena za nocleg z śniadaniem 31 euro (nie można było kupić noclegu bez śniadania), dostęp do Wi-Fi

 

Dzień 2

 

Następnego dnia  o 10:30 wyruszyliśmy z schroniska i po 2h 10 min doszliśmy do kolejnego schroniska studlhutte 2803 m.n.p.m., 12 euro za nocleg z Alpenverein lub 22 euro bez Alpenverein.. Tutaj nocowaliśmy przez kolejne 3 dni.

 

 

 

Po dojściu do schroniska przeszliśmy się jeszcze trochę po okolicy podchodząc troszkę wyżej w celu możliwie mocnej aklimatyzacji.

 

Dzień 3


Następnego dnia  w środę o 7:00 ruszyliśmy na “Gross-a” drogą klasyczną. Około 9 doszliśmy do kolejnego schroniska Johann - Hutte … chwila odpoczynku i ruszyliśmy dalej …


 

Idąc jeszcze trochę po śniegu i lodowcu doszliśmy wreszcie do części skalistej. Tutaj zdjęliśmy raki, schowaliśmy czekany i kontynuowaliśmy najciekawszą część tej drogi na szczyt.

 

 

 

 

Finalnie dochodzimy na sam szczyt zdobywając Grossglocknera, najwyższy szczyt Alp austriackich

 

 

 

Przejścia z schroniska Johan na szczyt i z powrotem do Johan zajęło nam około 4h 48 min a w schronisku Studlhutte byliśmy około 16:45

Dzień 4

 

Tego dnia odpoczywamy i regenerujemy się przed głównym wyzwaniem tej wyprawy -  Stüdlgrat!


Pomimo odpoczynkowego dnia postanowiliśmy podejść przynajmniej część początkowej drogi na Stüdlgrat do punktu zwanego Fruhstuckplatz (3550 m. n. p. m.). Aby tam dojść musieliśmy przejść lodowiec i wbić się już w początkową część grani Stüdlgrat, której odnalezienie wcale nie było takie proste, ale jakoś tego pierwszego, próbnego dnia udało się to bezproblemowo (niestety następnego dnia już nie :)). Idąc skalistym terenem gdzieniegdzie mijaliśmy metalowe ringi i wbite stalowe pręty z których oczywiście korzystaliśmy w celu lepszej asekuracji. W pewnym momencie w oddali błyszczała już złoto-miedziana tabliczka z napisem “Fruhstuckplatz”. Z schroniska wyszliśmy o 10:10 a na miejscu byliśmy o 14:30. Teoretycznie jeśli do tego punktu nie dojdzie się w czasie poniżej 3h to należy wracać do bazy (od tego miejsca idąc dalej nie ma już możliwości powrotu więc taki checkpoint jest dobrym miernikiem czy mamy wystarczające tempo/umiejętności aby iść dalej). My tego dnia szliśmy z  założeniem odpoczynkowym więc siłą rzeczy nie wyrobiliśmy się w tym zalecanym limicie :).

 

 

Dzień 5

 

Atak na Stüdlgrat! Tego dnia szedłem tylko z Damianem. Oto kilka początkowych międzyczasów, które udało mi się zanotować:

  • Start 4:20.

  • Po około 25 min doszliśmy do lodowca

  • 12  min na założenie raków i związanie się liną

  • W 45 min doszliśmy do początku grani

  • 10 min na zdjęcie raków i przygotowanie/odpoczynek

  • Niestety dalej trochę przybłądziliśmy i przez to na Fruhstuckplatz doszliśmy dopiero około 8 (ale i tak poszliśmy dalej pomimo tego że do tego miejsca powinno się dojść w 3h)


Dalej rozpoczęły się trudności wspinaczkowe i do tego trudności związane z dużą liczbą innych ekip zmierzających na szczyt. Niestety często musieliśmy czekać aż inne zespoły przejdą lub przepuszczać bardziej nachalnych (lub istotnie szybszych od nas :)).

 

 



Po mniej więcej 10h marszu i wspinaczki, około godziny 15  dotarliśmy na szczyt! Bardzo wyczerpani, zmęczeni fizycznie i psychicznie, ale zadowoleni z osiągnięcia! :)

 


 

 

komentarze Komentarze:

Nick:
komentarz


dodane przez mal dodaj datę 2014-08-23 19:52:36
piękne widoki, prawdziwe wyzwanie - świetna wyprawa i fajna relacja :) gratuluję!

dodane przez Szacun dodaj datę 2014-09-22 10:10:47
O!Nowa pasja. Gratulacje! Chyba sprawność i wytrzymałość szlifowana na treningach przydaje się też w innych, ekstremalnych dyscyplinach :)

dodane przez Marcin dodaj datę 2014-10-07 16:59:10
Jasne że się przydaje :)